2011

Moje obserwacje : 1/2011

26-11-2014

Muchy - gdy zaczynałem podstawówkę, w czasie wakacji, do naszej ślepej kuchni (bez okna) wdzie-rały się ich setki, były wielkości ok.5-6mm. Kupowane w sklepie lepy były czarne już po 15 min. to znaczy dokładnie nimi oblepione, szły do pieca na spalenie. Ale to nie wystarczało. Mama 4-5 razy dziennie prosiła bym przyniósł gałęzie np. bzu i nimi potrząsając wypędzaliśmy je na zewnątrz przez drzwi. Dzisiaj nie ma takich, ani jednej, są bardzo małe muszki sokówki wielkości 1-2mm, lub olbrzymie 10-12mm. Gdzie się podziały-? Czyżby odleciały na emigrację, wschodnią czy zachodnią-?

Żaby - gdy po całorocznym dobrym sprawowaniu się i odkładaniu kieszonkowego, Tata zdobył talon na rower, dołożył do mego „kapitału” i przywiózł go z Lubaczowa. Rozpoczęły się wtedy moje wyjazdy, bliższe i dalsze po okolicy z nadzieją, że może choć z daleka zobaczę tą „jedną jedyną dziewczynę”- droga do niej prowadziła obok starej z bali sosnowych zbudowanej „Ochronki” czyli przedszkola, do którego i ja chodziłem. Dalej po obu stronach drogi prowadzącej do Pałacu, były podmokłe, torfowe łąki, żyło tam tysiące żab. O zachodzie słońca dawały one koncert, ale jaki-? Na tysiące głosów, niskich i wysokich, śpiewających i rechoczących, rozlegał się wzmocniony echem odbijanym od drzew. Koncert trwał co-dziennie do późnej nocy - za darmo. Dzisiaj jest… cisza! Skoczyły za „żelazną kurtynę”…-? Gdzie się podziały śpiewające żaby - ?

Grzyby - chodziłem na nie z Mamą, niosłem koszyk i uczyłem się rozpoznawać prawdziwki, podgrzy- by i kurki, które zbieraliśmy, maślaki raczej wyjątkowo, a muchomory kopałem jako chwasty.

W 2011 roku, we wrześniu chcieliśmy się z Żoną zorientować, czy może już czas na grzyby i jadąc wolno samochodem na basen do Horyńca (30 km) z Narola przez Lipsko, Łukawicę, Wolę i Werchratę, patrzyłem na lewą stronę a Żona na prawą czy są już jakieś grzyby-? Nie zauważyliśmy żadnych, na-wet muchomorów! Na pewno sucho po tej stronie, starałem się to wytłumaczyć. Po basenie, postano- wiłem wracać przez Świdnicę, Brusno i Hutę Złomy (mimo, że są tam odcinki nie naprawiane od 30 lat!) - z tą samą myślą, kontrola po lewej i prawej stronie, trasa ok. 25km, patrzyłem w głąb nawet 10-20metrów. Pusto. Na drugi dzień pytałem sympatycznego leśnika, a co dzieje się na trasie nad Tanwią, od Narola przez Łozy do Rudy i Huty-? „Pusto, ja mam swoje jedno miejsce i tylko tam mogę jeszcze coś znaleźć…” - usłyszałem w odpowiedzi. Gdzie się podziały grzyby i muchomory-? Skrzydeł nie mają, skakać też nie potrafią…

Polskie Fiaty - w lipcu 2011, jechałem do Instytutu Radiacji w Warszawie. Leży on na Pradze, czyli po prawej stronie Wisły, droga prowadzi do Augustowa. Po jej prawej jest fabryka FSO, na placu zawsze widać było setki samochodów, różnych typów i kolorów. Tym razem kompletnie pusto. To naturalne, samochody mogą odjechać. Zgoda. Ale dlaczego nadal stoją ich setki, w porcie w Gdańsku, przecież tam nie ma fabryki FSO!   Musiały przypłynąć (widzę je gdy odpływam promem Gdańsk-Nynäshamn).

Gdzie się podziały „nasze polskie” samochody-?

Komary - na początku października br. zatrzymałem się w małym hoteliku w centrum Warszawy, obok skrzyżowania Marszałkowskiej z Alejami Jerozolimskimi, słońce już zachodzi, ściemnia się, uprzejmy portier wprowadzając mnie, otwiera okno by przewietrzyć pokój i zapala lampy na suficie. Proszę zgasić bo zaraz wlecą tutaj komary - poprosiłem. U nas nie ma komarów! - usłyszałem w odpowiedzi. Nie mogłem w to uwierzyć. Od 21,oo do 23,oo okno było otwarte, lampy zaświecone i ani jeden komar nie wleciał do pokoju. W Narolu jeszcze są i patrzę na nie już inaczej niż dotychczas. Ale pytanie moje jest - jaki „pakiet ustaw” zabronił żyć komarom w Warszawie i dlaczego one go respektują-?

Gdzie podziały się warszawskie komary, przecież były tam od zawsze-?

Traktory - wsiadam w pociąg do Szczecina, jadę z wykładem do Międzyzdrojów na IV Sympozjum Fizykodiagnostyki i Fizykoterapii. Pociąg przejeżdża jak zawsze obok Ursusa, fabrykę widać z daleka.

Stały tam zawsze setki traktorów, mniejszych i większych, przed, obok i za zakładem. Nie widzę ani jednego. Gdzie się podziały-? Czyżby je wszystkie sprzedano w jeden dzień-? Hala produkcyjna ciemna, ostatnie okna w kierunku do Poznania wybite…-? 

Statkiw Szczecinie, gdzie studiowałem, A.M. miała swą małą przystań kajaków (20 szt.) przy jeziorze Dąbie. Tramwaj musiał jechać obok portu i stoczni, którą też widać z Wałów Chrobrego, gdzie jest Teatr. Zawsze można było zobaczyć cykl produkcyjny statków: rozpoczęcie kadłuba, już wyposażany i… zwodowany, czyli święto z butelką szampana! Dziś po lewej stronie Odry stoi budynek z Okrągłą Wieżą, 50m. wysokości, z restauracją widokową na szczycie. Widać port jak na dłoni, stocznię też – tylko jest tam pusto. Żadnego statku w budowie. Ja wiem one mogą i potrafią odpłynąć, ale żeby wszystkie na raz-? Gdzie się podziały - nasze polskie szczecińskie statki-?   

Słońce - gdy przed ponad 30 laty byłem w Kanadzie, pewnego wieczoru widziałem słońce zachodzą- ce przeraźliwie krwisto-czerwono, zapytałem Kolegę co się dzieje-? W Polsce tak zachodzącego słoń-ca nigdy nie widziałem.„Tak dziwnie od kilku lat zaczęło zachodzić, spostrzegli to nawet malarze, mam w sypialni taki obraz olejny to przedstawiający, możesz go sobie zobaczyć”- brzmiała odpowiedź. Gdy odjeżdżałem ze Szczecina też zachodziło słońce, dokładnie tak samo jak przed 30 laty w Kanadzie.

Gdzie się podziało „nasze polskie słońce” -? Czy inni Polacy tych zmian nie widzą..-?  

By mieć pieniądze na kupno - trzeba coś wyprodukować i sprzedać. Albo zaciągać pożyczki na procenty lub lichwę (płatną z góry!). Ale wtedy lawina długów narasta...-?   

   Jan zuchowski dr n med.

Kontakt

NAROL-DENTAL Sp. z o.o.

ul. Warszawska 3, 37-610 Narol
Tel.: 0048 - 16 63 170 78

Zakupy detaliczne - e:

 

Dystrybutor - Zuchowski-Dental spzoo

                              Pucka 59,   70-851 Szczecin

                              Tel.: 91 46 90 163,

                              Mail: